„Słów kilka od Duszy” – wiersz 6

 

Kiedyś niewinnie o wielkich i doniosłych rzeczach marzyłam.
Otoczona kołdrą nut przejrzystych.
Nie zaznałam wątpliwości żadnych mglistych.
Jako dziecko słodko śniłam.
W pięknych, nieustających pragnieniach brodziłam.

 

Miałam ku temu warunki.
Od losu ufnie przyjmowałam wszelkie duchowe podarunki.

 

Miłości wiele, pod różną postacią otrzymywałam.
Stąd każda ma dziecięca chwila urokliwa.
Byłam szczera, ufna, tak mocno prawdziwa…
W każdym calu istnienia się zakochałam.

 

I nigdy, jak byłam, nie przypuszczałam,
Że na tym świecie się urodziłam
Dlatego, aby…

 

Przejść ponownie te momenty,
Które na własne życzenie
Skierowały mą duszę w głębokie i ciemne odmęty.
Tak dla błogiej zachęty,
Bym przeżyła ponowne, duchowe odrodzenie.

 

To dało tak potrzebne, łaknące ukojenie.
Długo oczekiwane…
Bo wiele ran w sercu zadane
Zabrały radość, lekkość, spełnienie.
Takie przyziemne, ludzkie pragnienie.

 

Nie wiedziałam, co przede mną się otwiera…
Zamknięte oczy prowadziło serce – intuicja szczera.
Krok po kroku ufnie wykonywałam.
Lecz z czasem coraz bardziej się zagłębiałam…

 

Nie rozumiałam,
Nie znałam,
Nie pamiętałam.

 

Bólu, co zgromadził się przez lat tysiące.
Gotował w mym wnętrzu piekło niegasnące.
Za moim przyzwoleniem
Stawało się powoli
Cichym, osobistym więzieniem.

 

Choć życie me do tej pory udane.
Było lekkie, niczym nie zbrukane.
Wręcz szczęście z niego wypływało,
Lecz nie do końca tyle, co by chciało.
Mej duszy na pewno to nie wystarczało.

 

I tak coraz szybciej, z pewną fascynacją…
Wchodziłam.
Byłam poza duchową stagnacją.
Już więcej nie śniłam.

 

Mą soczystą, dziecięcą iluzję zakończyłam.
Nieoczekiwanie…
Zapłakałam, bo poczułam tkliwe serca wołanie.
Do tamtych chwil życzliwych, w których trwałam.
Nim się obejrzałam.
Pewne węzły już rozerwałam.

Nie było powrotu.
Do błogiego dzieciństwa, miłością zawrotu.
Wyruszyłam w indywidualną drogę.

 

To zabrało dziecięce marzenia.
Dobre przyszłym życiem skojarzenia.
Upadły cele i wszelkie pragnienia.
I doprowadziły do jasnego umysłu zapętlenia.

 

Uświadomienia sens życia zgubiły.
Racjonalne myślenie z lekkością otumaniły.
Me mocne emocje bez obrazy skrzywdziły.
żadnych prawd się przede mną nie wstydziły.

 

Wstrząsnęły mną dogłębnie.
Zniszczyły me żywe wyobrażenia doszczętnie.
Nie wyjaśniły nic, mówiły zwięźle, czasem oględnie.
Wewnętrzny kręgosłup zniszczyły podstępnie.

 

Zrobiły, co miały.
Z innymi, błędnymi wzorcami się dobrały.
Wspólnie powariowały.
I nową iluzję w mej głowie utkały.

 

Traciłam wszystko stopniowo, systematycznie.
Wierzyłam, że mimo pochmurnych dni, te jasne nastaną.
Choć życie zmieniało się fantastycznie.
Łudziłam się, że przywiązania zostaną.

 

Te najbardziej mną zatrzepotały.
Gryząc mą energię zaciekle.
Zniewalając, cichutko swe łańcuchy niewoli zakładały.
Zerwały szatę bezpieczeństwa, bym zatonęła w piekle.

 

I tak poszłam za bezwzględnymi czynami.
Wgłębiałam się uczuciowo w sprawy, co zwą kłopotami.
Rozwiązywałam każde ogniwo po kolei.
By utrzymać ten wieczny płomyk wewnętrznej nadziei.

 

Przywiązań nie puściłam.
Jako ludzka istota – nie potrafiłam.
Uwolnić się z umysły zniewolenia.
Co jest bezpośrednią przyczyną ziemskiego cierpienia.

 

Zostało takie sobie przywiązanie.
To znane, nieprawdziwe, lecz realne zakłamanie.
Którego brakuje mi nieustanie.
Gdzieś nadal za tym, co utraciłam tęsknię starannie.

 

Do czasu zrozumienia.
Umysłowego, spontanicznego oświecenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>